Stara duma nie rdzewieje

Rywalizacja Ferrari z Maserati przybierała różne formy. Dziś, gdy w stu procentach należy do przeszłości, wspomnijmy, czym niegdyś żyła podzielona pomiędzy te marki Modena.

Włoski prezydent Sandro Pertini z Enzo Ferrari podczas wizyty w fabryce Ferrari w Maranello, Włochy, 29 maja 1983 r. ANSA / OLDPIX

Kiedyś, raz jeden, zdarzyło się, że Enzo Ferrari jadł i pił na uroczystej kolacji wydanej w Bolonii przez braci Maserati. Okazją było ustanowienie, ze średnią 246 km/h, rekordu świata w jeździe na 10 km. Dokonał tego ich zdumiewający bolid V4 z 16-cyl. silnikiem o poj. 4 litrów, złożonym z dwóch rzędowych ósemek ze wspólnym wałem korbowym. Miało to miejsce w roku 1929, jeszcze przed założeniem Scuderii Ferrari i na niemal dwie dekady przed powstaniem firmy Ferrari jako producenta samochodów. Zatem Ferrari „palił, ale nie zaciągał się”: po pierwsze rywalizacja obu marek jeszcze nie zaistniała, po drugie Maserati działali wtedy w Bolonii, a nie Modenie, a po trzecie, rekord ustanowił Baconin Borzacchini, serdeczny przyjaciel Enza.

Borzacchini na rekordowym Maserati V4

Tamci

W późniejszych latach Ferrari właściwie w ogóle nie wymawiał słowa Maserati. W latach 50., dobie najostrzejszej rywalizacji, pytał czasami o przygotowania przed wyścigiem: „A tamci co szykują?” Z lekkim skinieniem głowy na północ, ku konkurencyjnej fabryce, odległej o kilometr od jego biura. Była to kwestia dumy. W żadnym razie nie lekceważenia, żywił bowiem głęboki szacunek dla talentu i kompetencji inżynierów pracujących u Maserati. Nie raz obawiał się o wynik konfrontacji, czy to w Formule 1, czy w Mistrzostwach Świata Producentów samochodów sportowych. I rzeczywiście, bywało, że w starciach tych przegrywał, chociaż w łącznym bilansie Ferrari zwyciężały z Maserati znacznie częściej niż na odwrót.

Lata rywalizacji. Ferrari w walce z Maserati. GP Wlk. Brytanii, Silverstone, lipiec 1956

Poza Enza była kwestią mentalności. Maserati i Ferrari to niegdyś dwie kompletnie różne kultury motoryzacyjne, światy nie do pogodzenia. Z jednej strony kult doskonałości, niemalże abstrakcyjnej inżynierii, z drugiej żelazna determinacja, nacisk na skuteczność i wynik. Tu podejście szlachetne i nieco staroświeckie, artyzm świata maszynowego, pasja i puryzm techniki, tam chłodna kalkulacja: rację ma ten i to, co wygrywa wyścigi. „Popełniasz błąd” – słyszał u Maserati kierowca Formuły 1 przechodzący do Scuderii Ferrari – „U nas wszyscy jesteśmy rodziną. U nich nikt nikomu nie patrzy w oczy.”

Zerwana etykieta

Z pewnością nie był tego świadomy dziennikarz motoryzacyjny renomowanego amerykańskiego czasopisma Road and Track, który chciał za jednym zamachem zrobić materiały na temat producentów z Emilii-Romanii. W Modenie otrzymał do testu Maserati Mistral – piękne coupé gran turismo – i pojechał nim do Maranello. Specyfikę miejscowych stosunków poznał w chwili, gdy nie wpuszczono go nawet przez bramę wjazdową do fabryki Ferrari.

Prezydent Pertini w Maserati Quattroporte

Trudno ocenić, na ile w sytuacji tej orientował się Sandro Pertini, Prezydent Republiki Włoskiej w latach 1978-85. Kiedy przyjechał on z oficjalną wizytą do Ferrari, etykieta ceremonii przewidywała, że gospodarz, w tym wypadku Enzo Ferrari, podejdzie do samochodu i otworzy drzwi, by jako pierwszy powitać dostojnego gościa. Ktoś jednak widocznie zapomniał uprzedzić Starego, że prezydencką limuzyną jest Maserati Quattroporte III generacji. Gdy ogromne kanciaste auto o niemal krążownikowym majestacie zatrzymało się na dziedzińcu, Ferrari stał jak wmurowany. Żadna siła nie wyrwałaby go z szeregu czekających. Mijały sekundy niezręcznego impasu; nikt nie wiedział, jak się zachować. Zanim do drzwi auta podbiegł marszałek Funetta, Pertini zdążył już otworzyć je samodzielnie i – etykietalna zgroza! – wysiąść bez asysty. Nie był to oczywiście afront Ferrariego wobec głowy państwa, lecz kolejna rozgrywka w derby Modeny. W kilka dekad od sportowej batalii obydwu marek dawny nieustępliwy upór trwał w najlepsze. Ferrari po prostu nie dopuszczał, że mógłby pochylić się usłużnie do klamki samochodu oznaczonego trójzębem Neptuna.

Powrót

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *