La Temporada

Jak to możliwe, że w XX wieku kierowcy z Brazylii i Argentyny zebrali więcej tytułów mistrzowskich Formuły 1 niż Niemcy, Francuzi lub Włosi?

 Grand Prix Generała San Martin

Tak było. Grand Prix Generała San Martin
na torze Torreón w Mar del Plata (Argentyna),
25 stycznia 1948 r.
Giuseppe Farina na Maserati 8 CL atakuje Luigi VIlloresiego
(Maserati 4 CL).

Niemcy, jedna z kolebek motoryzacji, słynące z wysokiego poziomu techniki, ludne, zamożne, mocne w większości dyscyplin sportu, wydały w XX w. zaledwie paru wybitnych kierowców Formuły 1. Wolfgang von Trips, później Jochen Mass. Trzech kolejnych – Hans-Harald Frentzen i bracia Schumacherowie – dopiero w ostatniej dekadzie stulecia. W sumie w pierwszym półwieczu F1 zgromadzili oni trzy tytuły mistrzowskie. A ściślej, dokonał tego jeden z nich, Michael Schumacher.

Argentyna i Brazylia, kraje co prawda ludne, ale ubogie, peryferyjne względem centrów Formuły 1, technicznie zacofane, w tym samym okresie zebrały łącznie 13 tytułów Mistrza Świata F1. Kierowców argentyńskich i brazylijskich, którzy do roku 2000 wygrywali wyścigi Grand Prix, było dziewięciu. Kilku kolejnych w Formule 1 stawało na podium. Najwybitniejsi to oczywiście spośród Argentyńczyków Juan Manuel Fangio, Froilán González i Carlos Reutemann, a z Brazylii Ayrton Senna, Emerson Fittipaldi, Nelson Piquet i Rubens Barrichello.

Do końca XX w. pod względem liczby tytułów MŚ F1 Brazylia z ośmioma i Argentyna z pięcioma trofeami zajmowały, odpowiednio, drugie i trzecie miejsce. Ustępowały tylko Wielkiej Brytanii. Nie dorównywały im Francja ani Włochy; Australia ani Finlandia.

Jak to możliwe? W jaki sposób to, co nietrudno wytłumaczyć w dziedzinie masowej piłki nożnej, mogło mieć miejsce w elitarnym, kosztownym świecie Formuły 1, stosunkowo zamkniętym i kiedyś zogniskowanym w kilku przodujących cywilizacyjnie krajach Europy Zachodniej?

Kwestia półkuli

Odpowiedź brzmi: La Temporada! Europejski sezon wyścigowy przypadał na półrocze od wiosny do jesieni. Przed wojną przedłużano go o zimowe Grand Prix w Południowej Afryce. Tuż po wojnie Włosi wpadli na świetny pomysł, by koła kręciły się także w pozostałych miesiącach. W serii wyścigów organizowanych w Argentynie i Brazylii w lecie południowej półkuli czyli od stycznia do nawet kwietnia. Tworzyły one cały mini-sezon, uwerturę dla rywalizacji w Europie. Nazwano go La Temporada, czyli po prostu… sezon, pora roku.

Wyścig o Wielką Nagrodę Evy Perón w Buenos Aires, 8 stycznia 1950 r.

Warunki były wymarzone. Nie zniszczona wojną Argentyna rządzona przez Juana Peróna, kwitnąca gospodarka, liczna i wpływowa społeczność emigrantów ze Starego Kontynentu, rzesze entuzjastycznej publiczności. A także pasja do sportu samochodowego, uprawianego tam głównie w postaci wyścigów drogowych. W lutym 1947 r. Temporadę zainaugurował wyścig o I Grand Prix Buenos Aires – nagrodę, jakże by inaczej, generała Peróna. Po nim drugi, o trofeum uwielbianej dyktatorowej, Evy Duarte de Perón. I następne: w Rosario, w Mar del Plata oraz w Brazylii, w Interlagos i Rio de Janeiro.

Luigi Villoresi na Maserati 4 CL w drodze po wygraną w Grand Prix Generała Juana Peróna. 17 stycznia 1948 r.

W kolejnych latach La Temporada ściągała światową czołówkę zawodników. Wygrywały raczej gwiazdy z Włoch – Villoresi, Varzi, Ascari, lecz błyskawicznie rosła im konkurencja: miejscowe młode wilki, jak Clemar Bucci, Jesús Iglesias, bracia Gálvez; w Brazylii starszy już Chico Landi. Kierowcy ci kupowali nowe Maserati i przedwojenne Alfa Romeo. Do pasji dołączył biznes. Pomysł był kompletny. Najważniejsze zespoły gromadziły zasoby i w grudniu przeprawiały się przez Atlantyk na paromiesięczną kampanię w Ameryce Południowej. Wracały dopiero w kwietniu, na Mille Miglia.

Po powstaniu w 1950 r. Formuły 1, Grand Prix Argentyny włączono do cyklu jako pierwszą prawdziwą rundę zamorską; wyścig w Brazylii dołączył znacznie później. W tym okresie Ameryka Południowa była już nieodłączną częścią świata wyścigowego. Fangio zyskiwał status niezrównanego mistrza, González odniósł pierwsze zwycięstwo dla Ferrari w Formule 1. Reszta jest historią – po nich z czasem pojawili się Fittipaldi, Piquet, Senna. Ale ziarno w słonecznym latynoskim klimacie rzuciła La Temporada.

Przed Grand Prix Argentyny 16 stycznia 1955: Alberto Ascari przy swojej Lancii D50 ustawianej na polu startowym.

Powrót

La Temporada