Skrzydła na wiatr

Czyli o tym, jak zwykłe urządzenie techniczne stało się twarzą samochodu i podstawą dla fascynujących bibelotów – nośników treści i symboli prestiżu.

Chłodnica – funkcja i twarz

W pierwszej połowie stulecia motoryzacji – wieku XX – samochody w ogromnej większości składały się z ramy podwozia, na której mocowany był silnik wraz z przeniesieniem napędu, zawieszenie i inne komponenty, oraz z karoserii nałożonej jak kostium, bez funkcji nośnej. Producenci na ogół oferowali do danego modelu „domyślną” karoserię (jedną lub więcej), projektowaną własnymi siłami albo zamawianą – co do projektu lub również wykonania – u zewnętrznej firmy nadwoziowej.

Niemniej, wielu nabywców kupowało u producenta samo uzbrojone podwozie, a ściślej: samochód technicznie kompletny, tyle, że goły – bez karoserii, którą właściciel wolał obstalować samodzielnie u wybranego projektanta, czasami zupełnie unikalną. W tej sytuacji auto danej marki i modelu mogło, zależnie od karoserii, wyglądać różnie – i w drugą stronę, modny kostium blaszany danego stylisty mógł okrywać podwozia różnych marek. Częściowo z tego wynikała oczywista potrzeba, by samochód posiadał wizualną tożsamość. By na ulicy od razu widać było, czy jest to Mercedes, Bentley, czy Packard.

Litery B mogłoby nie być. Tak, jak z Mercedesem: po prostu widać, że to Bentley. Chłodnica jest jego wizytówką

Chłodnica samochodu, czyli mosiężny (najczęściej) radiator, umieszczony centralnie z przodu, pionowo dla maksymalnej ekspozycji na nawiew powietrza, pełniła kluczową rolę: chroniła silnik przed zmorą wczesnej epoki motoryzacji: przegrzaniem.

W miarę, jak w projektowaniu samochodów zaczęto uwzględniać intuicyjną aerodynamikę, przednia ściana chłodnicy bywała nieznacznie nachylona – szczególnie w modelach o wizerunku sportowym, niekoniecznie w limuzynach. Zdarzało się też, że dla stylu, choć oficjalnie dla kompromisu pomiędzy chwytaniem powietrza a jego opływem, była lekko przełamana w pionie.

Alfa Romeo RL, 1925

I oto oprócz tej technicznej funkcji, chłodnica otrzymała drugą ważną rolę – tym razem ideową, a nawet prestiżową. Stała się twarzą samochodu zapewniającą wizualną identyfikację marki. Z biegiem lat budowała powszechne skojarzenie obrazu z treścią: przecież przynajmniej do niedawna każdy, ale to każdy, widząc przejeżdżającego Mercedesa natychmiast rozpoznawał jego markę.

Technika i piękno

Efektem była, rzecz jasna, rywalizacja na okazałość tej części samochodu, przekładającą się na jego prestiż. Powstawały formy przestrzenne, niemal rzeźbiarsko opracowane, lśniące polerowanym chromem. Przednia ściana chłodnicy nie mogła dłużej sprawdzać się w tej roli, nastąpiło więc rozdzielenie: techniczny radiator ukryto za kunsztowną kurtyną, która udawała, że jest chłodnicą – stąd termin atrapa. Jednak na wierzchołku atrapy znajdowała się – nie zawsze, ale najczęściej – prawdziwa zakrętka (potocznie zwana korkiem) do układu chłodzenia.

Scat – auto z Turynu z tabliczką dilera z Manchesteru

I właśnie szczyt atrapy stał się ścisłą wizytówką marki: tutaj umieszczana była plakietka z logo, natomiast sam korek bywał bogato zdobiony. Nierzadko tkwił na nim termometr wody – okrągła tarcza widoczna dla kierowcy, nie tyle służąca do dokładnego odczytu temperatury, ile do sygnalizacji ewentualnego przegrzania.

Amerykański termometr Boyce’a na chłodnicę

Mało tego, korek zajmował miejsce wyjątkowo uprzywilejowane: centralne na osi symetrii, z przodu, na górze, na zwieńczeniu atrapy. Nic dziwnego, że niezależnie od swojej funkcji stał się bazą dla statuetek – przeróżnych, od prostych do wysmakowanych figur projektowanych przez rzeźbiarzy i odlewanych ze stopów metali. Bywały poetyckie, jak nagie i uskrzydlone kobiety, postacie mitologiczne, stylizowane ptaki, konie, charty, drapieżne zwierzęta. A nawet groteskowe i rubaszne: papugi, zające, hipopotamy…

Do co najmniej lat 50. przewinęły się tych statuetek setki i setki, godne kilkutomowego katalogu. Tutaj znajdziemy miejsce na krótki przegląd paru z nich.

Skrzydła na wietrze

Najsłynniejsza jest z pewnością Spirit of Ecstasy, zwana też The Flying Lady – statuetka projektu Charlesa Robinsona Sykesa, zdobiąca majestatyczne atrapy samochodów Rolls-Royce od roku 1909 (od modelu Silver Ghost)

Stylizacją Art Déco wyróżniały się figury na atrapach amerykańskich Auburnów (różne; tu przykład 1932 r.)

Zostając w Ameryce: forma powiązana z treścią, czyli łucznik jako symbol marki Pierce-Arrow („przeszywająca strzała”, od zestawienia nazwiska założyciela George’a Pierce ze słowem Arrow)

I znowu USA: uskrzydlona postać kobieca tocząca koło identyfikowała znaną z potężnych silników V12 markę Packard

Podobnego motywu z trzymanym oburącz kołem użyła Isotta-Fraschini, marka będąca swego czasu włoskim ekwiwalentem Rolls-Royce’a

Raz jeszcze Packard z piękną figurką z roku 1948

W tym wyścigu smukłych kształtów zawieszonych w pędzie powietrza uczestniczyły także popularne marki. Ten chart skacze z atrapy Forda…

…The Leaping Cat to oczywiście grill Jaguara…

…a ten kapitalny orzeł spoczywa na chłodnicy Chevroleta

Brytyjski Riley Nine nadrabiał stosunkowo skromny, choć sportowy image finezyjną atrapą z piękną asymetryczną figurą

Tego symbolu trzech żywiołów: powietrza, ziemi i wody nikomu objaśniać nie trzeba

Styl i funkcja po włosku: nie atrapa, lecz prawdziwa chłodnica z termometrem na korku

To samo rozwiązanie w wydaniu Bianchi…

…znakomitej, niesłusznie zapomnianej marki Diatto…

u Fiata, z połączeniem termometru z figurką

…oraz w bogatszej redakcji Forda

Wspomniane uproszczenie – Packard bez statuetki, z abstrakcyjną, ale wyrazistą formą

Jeszcze prościej, ale zawsze z wizualną dynamiką – francuski Delahaye

I na koniec parę szczególnie wybranych przykładów. Jeszcze raz Spirit of Ecstasy, ale inna, jak gdyby oszlifowana wiatrem. Mniej pomarszczonych draperii i arcyzgrabne nogi

Hispano-Suiza mogła konkurować z Rolls-Royce’em nie tylko prestiżem, wspaniałością i ceną, lecz także cudowną statuetką, która podobnie, jak u R-R ma swoją nazwę (La Cigogne Volante – lecący bocian) i znane autorstwo (rzeźbiarz François Bazin)

Szczytowe wyrafinowanie rodem z Włoch. Do ścisłej elity marek wczesnej motoryzacji, prócz R-R, Bugatti, Hispano-Suizy, Auburna i Maybacha należała mediolańska Isotta-Fraschini

Przedziwny, niepokojący, ale jakże sugestywny twór na atrapie całkiem skromnego Peugeota

– oraz, również z Francji, bunt przeciw urodzie wszystkich tych kobiet, ptaków i ssaków. Brutalizm. Technicyzm. Z tak prowokacyjnym manifestem obróbki metalu nie dłutem, lecz maszyną wystąpił Avions-Voisin, producent wyjątkowo oryginalnych, ambitnych i niszowych samochodów Voisin. Poniżej – na jeszcze jednym zdjęciu

Powrót

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *