Cuvee Norvegienne

Wideo z wypadku Pettera Solberga na trasie Rajdu Francji WRC 2012 zna każdy rajdowy kibic. Nie wszyscy znają dalszy ciąg historii. Jak się okazuje, w gospodarnej, zapobiegliwej Alzacji nic się nie marnuje. A już na pewno nie winogrona.

Petter Solberg, jego pilot Chris Patterson i Ford Fiesta RS WRC. Rok 2012

Była sobota 6 października 2012 r., dziewiąta rano. Początek trzeciego etapu rajdu. Na rozpoczynającym ten dzień 18-kilometrowym oesie 9 Massif des Grands Crus – Ungersberg 1 Petter Solberg jadący Fiestą RS WRC przeszarżował podstępny lewy zakręt pod Epfig – o uciekającym profilu, na wyjściu z cienia w niskie jesienne słońce wprost w oczy. Błękitny Ford ześlizgnął się z łagodnego nasypu i znikł w regularnych rzędach winorośli.

Czy się zatrzymał? Co za pytanie! Dorodny hektar Gewürztraminera nie jest przeszkodą zdolną zatrzymać Norwega na trasie rajdu. Auto nawet nie zwalniało, by nie ugrzęznąć w miękkiej glebie. Szło jak taran, kładąc dziesiątkami winne krzewy – z lotu ptaka przypominało kosiarkę buszującą w wysokiej trawie. Sprawa była prosta: za fatalnym lewym zakrętem miał być ostry prawy, a więc droga, choć uciekła, powinna lada chwila sama nawinąć się pod koła. Co też nastąpiło, tyle, że Solberg nic już nie widział przez szybę, którą pokryły gałęzie wczepione w pióra wycieraczek. Cwałująca niczym zeźlony bawół Fiesta przecięła pod kątem prostym wąskie pasmo asfaltu i na nowo zanurzyła się w soczystej i szlachetnej zieleni.

Szarża…

Tym razem już na krócej. Na spektakularny finisz. Samochód uderzył w wysoki słup trakcji elektrycznej, który drgnął i majestatycznie, zwolna, lecz coraz szybciej zaczął upadać. Gdy legł, waląc przy okazji drzewo owocowe i strasząc grupę kibiców, którzy cudem uszli cało, z prawej i lewej strony tej sceny, jak w kulminacji koncertu rockowego, błysnęły iskry i poszedł dym – zwarły się zrzucone na ziemię przewody i norweska załoga zakończyła swój udział w rajdzie. Zwyciężył pochodzący z tych terenów Sébastien Loeb i triumfem w Rajdzie Francji przypieczętował swój dziewiąty i ostatni tytuł Rajdowego Mistrza Świata.

Nie był to jednak koniec historii. Wyrośnięte, wzorowo utrzymane krzewy winorośli są cenne. Niełatwo oszacować, czy w zdewastowanej przez Norwega liczbie około pięćdziesięciu nie kosztowały więcej niż jego Fiesta WRC. Nie znamy też szczegółowych relacji organizatorów Rajdu Francji – oraz Niemiec, ADAC Rally Deutschland, którego trasy częściowo też biegną przez winnice, tyle, że mozelskie – z lokalnymi winiarzami: może są na to stosowne ubezpieczenia, a może turystyka przyciągana w region przez sport motorowy rekompensuje sporadyczne straty. Dość, że pechowy plantator wcale nie opłakiwał swojej przeoranej winnicy, lecz wybrnął z sytuacji z dowcipem i pomysłowością, spod której przeziera zdrowy, gospodarski zmysł Alzatczyka.

Claude Hauller, bo o nim mowa – z rodziny Haullerów robiących wino w Dambach-la-Ville od początków XIX w. – zaczął od skomentowania incydentu: „Zazwyczaj podczas zbioru jedziemy rządkiem krzewów od końca do końca. Solberg zbierał ukosem, po trzy metry z każdego rzędu. A poważnie, nie mam do niego żalu. To mogło przydarzyć się każdemu. Lubię sport samochodowy i kibicowałem tego dnia rajdowcom, tyle, że o dwa kilometry od wypadku, na innej swojej parceli. Gdy później ujrzałem szkodę, nie byłem oczywiście zachwycony, ale koledzy od razu pocieszyli mnie: Nic się nie martw. Zrobisz z tego cuvée spéciale!

Claude Hauller

Przez parę dni całe Dambach żartowało z tego pomysłu, ale Hauller podszedł do sprawy serio. Skontaktował się z Solbergiem i szybko doszli do porozumienia. Będzie specjalna seria – dwa tysiące butelek po 20 euro. Norweg postawił tylko jeden warunek: etykietę zaprojektuje jego dizajner.

„Jest ona czarna” – kontynuuje Claude Hauller.- „W kolorze jego zespołu. Grona z późnego zbioru, ze sporym cukrem resztkowym, nos kwietny, odrobinę miodowy, usta bogate i krągłe. Z dwóch tysięcy butelek pod marką Petter Solberg zostało mi już tylko około trzystu. Niektóre sprzedałem nawet w Japonii, gdzie Petter ma bardzo wielu fanów – przecież tytuł Mistrza Świata wywalczył jeżdżąc Subaru.”

Sprawca i jego dzieło

Bateryjkę czarno etykietowanych butelek ma też oczywiście Solberg. Hauller spotkał się z nim niedawno przy okazji rundy MŚ w Rallycrossie koło Rennes. Porządnie schłodzili jedną z flaszek, a po wyścigu Petter otworzył ją, skosztował, mrugnął porozumiewawczo do swojej żony i ocenił: „C’est bon!

Dizajnerska sprawa

Powrót

Cuvee Norvegienne