Dawca legendy

Po długim oczekiwaniu, latach zapowiedzi i prototypów, w końcu stała się faktem – Toyota GR Supra wyjechała na drogi i od razu dołączyła do klubowego garażu. Na wieść o bliskim spokrewnieniu z BMW wielu podważa prawo tego samochodu do nazwy Supra. Skąd tyle emocji wokół nowej generacji? Odpowiedź pochodzi z ostatniej dekady XX wieku i jest obecna w naszej flocie youngtimers.

Toyota podjęła wyzwanie i po prawie 20 latach przywróciła do życia legendę – GR Suprę

Gdy McLaren lub Lamborghini zapowiada nowy model, nie musi zabiegać o rozgłos. Wszyscy oczekują rekordowych osiągów i dyskutują nad przełomowym designem. Premiery aut masowych producentów wyglądają inaczej. Z reguły jest to SUV, ma elektryczny lub hybrydowy wariant i różni się od konkurentów tylko znaczkiem na masce. Trafia w obecne trendy i zapewnia producentowi przypływ gotówki, odwrotnie proporcjonalny do emocji, które wzbudza wśród entuzjastów motoryzacji. Co innego, gdy na rynku pojawia się reinkarnacja symbolu popkultury. Wyprzedany przed premierą Ford GT to dowód, że da się w ten sposób odnieść sukces. Inne przykłady, jak Volkswagen Beetle, pokazują jak ryzykownym przedsięwzięciem jest igranie z legendą. Toyota podjęła wyzwanie i po prawie 20 latach przywróciła do życia legendę, czyli Suprę.

Długa maska, niska sylwetka, opływowe kształty – tylko ogromny spoiler odróżnia standardową Suprę generacji A80 od wyglądu typowego GT

Historia tej nazwy sięga lat 70., kiedy w odpowiedzi na dobre wyniki sprzedaży Datsuna serii Z, Toyota postanowiła dołożyć dwa cylindry i trochę prestiżu do swojego sportowego modelu Celica, wypuszczając mocniejszą wersję – Celica Supra. Rzędowy, 6-cylindrowy silnik i napęd na tylną oś, a także najwyższa pozycja w sportowym portfolio marki pozostały z modelem aż do dziś. Druga generacja wciąż nosiła dwuczłonową nazwę, ale przyniosła więcej różnic względem mniejszego modelu oraz typowe udoskonalenia – przyrost mocy i bogatsze wyposażenie. Toyota postanowiła sprzedawać drugi gen na wielu rynkach, nie ograniczając się do rodzimej Japonii. Dopiero trzecia generacja, pokazana w 1986 roku, definitywnie odłączyła Suprę od Celici, która przeszła na przedni napęd. Supra A70 była uznanym autem sportowym: miała niską linię nadwozia, nowoczesne wyposażenie i silnik o mocy nawet 280 koni. Ambicje japońskiego producenta sięgały jednak jeszcze wyżej i tak w 1993 roku światło dzienne ujrzała Supra A80, bohater dzisiejszego odcinka.

Supra A80 w charakterystycznym dla siebie malowaniu Renaissance Red – znamy je dobrze z klubowego garażu

To jedną z japońskich legend lat 90. Najsłynniejszy przedstawiciel pokolenia super sportowych aut, które stanowiły pokaz siły ambitnych japońskich marek i wyniosły je na światowy top. Dwadzieścia pięć lat temu Supra, Skyline czy 300ZX stały na równi z Ferrari i Lamborghini, pod względem technologii często je wyprzedzając. Niektóre doczekały się nowoczesnych reinterpretacji: Honda NSX z mało udaną i niepopularną współczesną hybrydą czy Nissan Skyline wcielony w obecnego, super udanego GT-Ra. Inne, jak Mitsubishi 3000GT, Nissan 300ZX czy Mazda RX-7, zniknęły z oferty, a obecne trendy eko-absurdów skutecznie przesłaniają szansę ich powrotu. W tworzeniu oryginalnej NSX, nazywanej „japońskim Ferrari”, brał udział legendarny mistrz F1, zaś Skyline GT-R, 3000GT i RX-7 oferowały nietypowe rozwiązania, jak system czterech kół skrętnych, aktywną aerodynamikę, czy silnik Wankla. Czym zatem wyróżniła się na ich tle Supra?

Rozwiązania z supersamochodów: wysokie tylne skrzydło i przetłoczenie drzwi zakończone wlotem do chłodzenia tylnych hamulców, zwiększają docisk i pozwalają efektywnie wykorzystać opływające powietrze

Po pierwsze: mechaniką. Genialny, trzylitrowy silnik 2JZ-GE był co prawda ciężki (>225 kg), za to wręcz pancerny. Jego żeliwny blok, kute korbowody, doskonałe głowice DOHC 24v i kwadratowe wymiary (średnica cylindra i skok tłoka 86,1 x 86,1 mm) stanowiły bazę do niemal nieskończonych modyfikacji, ale nim przejdziemy do modów dwa-jot-zeta jeszcze parę słów uznania dla fabrycznej specyfikacji Supry. Szczytowym osiągnięciem była wersja 2JZ-GTE z dwiema turbosprężarkami sekwencyjnymi. Jej 330 KM i 427 Nm były przenoszone przez 6-biegową ręczną skrzynię opracowaną wspólnie z firmą Getrag i mechanizm różnicowy typu TorSen. Przyspieszenie do setki w 4,6 sekundy i prędkość maksymalna ograniczona elektronicznie do 250 km/h nadal robią wrażenie. Kompetencji auta dopełniało doskonałe zawieszenie, ABS z kontrolą trakcji i dopracowana ergonomia z kokpitem opiętym wokół kierowcy. Szereg elementów z aluminium i magnezu odciążał konstrukcję. I jeszcze jeden czynnik sukcesu: Supra oferowała parametry i wyposażenie zbliżone do Porsche 968 z tych samych lat, w wyraźnie niższej cenie.

Chyba najsłynniejsza Supra na świecie – pomarańczowa Targa występująca w filmie „Szybcy i wściekli”. Jak widać na zdjęciu, dawała radę nawet Ferrari

Niewiele spośród wyprodukowanych egzemplarzy Toyoty Supra czwartej generacji zachowało fabryczne parametry dłużej niż dzień po wyjeździe z salonu. Gdy tylko trafiła w ręce tunerów, z miejsca stała się gwiazdą. Silnik wyposażony w turbosprężarkę z łatwością osiąga moc przekraczająca 500 koni mechanicznych, bez ingerencji w mechanikę i uszczerbku na trwałości. Jednostki 2JZ są tak podatne na modyfikacje, że niektóre egzemplarze są mocniejsze niż Bugatti Chiron. Słynnym w Polsce projektem była zbudowana z myślą o wyścigach na ¼ mili Supra naszego kolegi Piotrka Dobrowolskiego, produkująca 1250 koni. Swego czasu przekroczyła 360 km/h i było to najszybsze drogowe auto w Polsce.

Bynajmniej Supra nie ograniczała się tylko do jazdy na wprost. A80 były chętnie wykorzystywane w wyścigach, a w latach 1994 i 1995 mogliśmy oglądać ją na mecie Le Mans. Typowo dla japońskich aut z tylnym napędem znalazły zastosowanie także w drifcie. Pojawiały się w zawodach D1 Gran Prix, czyli najwyższej, profesjonalnej lidze driftu na świecie.

Z tyłu Suprę wyróżniały poczwórne, okrągłe lampy – krzyk mody tamtych czasów

Mimo doskonałej techniki, Supra czwartej generacji nie była hitem sprzedaży. Prawdziwy boom na ten model rozpoczął się dopiero po zakończeniu produkcji, dzięki jednej z głównych ról w filmie „Szybcy i wściekli” oraz wyróżnieniu w seriach gier wyścigowych, takich jak Need for Speed i GranTurismo. Supra czwartej generacji utrwaliła w ten sposób swoją pozycję jako najszybsze i najbardziej egzotyczne spośród japońskich aut sportowych. Całe pokolenie fanów motoryzacji wychowało się lejąc wirtualną Suprą inne egzotyki na ekranie monitora. Supra idealnie wpisywała się w rolę underdoga – model słabszy, teoretycznie skazany na pożarcie przez grube ryby, ale na tyle ambitny i odważny, aby zwyciężać wbrew przeszkodom. Ludzie zawsze to kochali i dokładnie w takiej roli Supra została obsadzona w Fast and Furious. Zainteresowanie nową generacją pokazuje, że wychowane w latach 90. pokolenie obecnych czterdziestolatków, tylko czekało, by iść do salonu i kupić swoją własną Suprę.

Nawet dziś Toyota Supra czwartej generacji może dać mnóstwo przyjemności z jazdy i zostawić w tyle wiele usportowionych aut. Wzbudzi przy tym same pozytywne reakcje i pozwoli doświadczyć rzadko spotykanej jedności kierowcy z samochodem. Nasi Klubowicze mają szansę sprawdzić ją, nim zajmą miejsce za kierownicą nowej GR Supry – w naszym garażu honorowe miejsce ma od wielu lat czerwona A80. To najlepszy sposób by ocenić, czy nowość podoła dawnej legendzie.

Powrót

Dawca legendy