Tag: lamborghini-aventador

Wszyscy jesteśmy Cosmo

SCC_Cosmo_13

Ekspozycja floty Supercar Club Poland w Cosmopolitan Twarda 2/4

Przez najbliższy tydzień centrum (uwagi) Stolicy przeniesie się na Plac Grzybowski. Wszystko za sprawą klubowej floty, która w okresie wczesnowiosennej hibernacji z hiltonowego zacisza wyjechała na powierzchnie. Miejsce ekspozycji nieprzypadkowe, Twarda 2/4, apartamentowiec Cosmopolitan. Wręcz symboliczne… Supersamochody nie znają granic, co więcej są najwspanialszym narzędziem do ich pokonywania.

Czytelniku, jeśli przechodząc Placem Grzybowskim zatrzymasz się przy naszej wystawie, a zrobisz to niewątpliwie, popatrz na nie jak powyżej, nie jak na hedonistyczny zbytek. Jeśli się rozumiemy, jesteś jednym z nas, choć nigdy się nie spotkaliśmy. Język ludzi szukających prawdziwej przyjemności z życia, język Klubu, jest uniwersalny, bez względu na to skąd jesteś i czym się interesujesz.

Owocnego oglądania.

Flota Supercar Club Poland w Cosmopolitan Twarda 2/4

Flota Supercar Club Poland w Cosmopolitan Twarda 2/4


Flota Supercar Club Poland w Cosmopolitan Twarda 2/4

Flota Supercar Club Poland w Cosmopolitan Twarda 2/4


Flota Supercar Club Poland w Cosmopolitan Twarda 2/4

Flota Supercar Club Poland w Cosmopolitan Twarda 2/4


Flota Supercar Club Poland w Cosmopolitan Twarda 2/4

Flota Supercar Club Poland w Cosmopolitan Twarda 2/4


Flota Supercar Club Poland w Cosmopolitan Twarda 2/4

Flota Supercar Club Poland w Cosmopolitan Twarda 2/4


Flota Supercar Club Poland w Cosmopolitan Twarda 2/4

Flota Supercar Club Poland w Cosmopolitan Twarda 2/4


Kamil / Supercar Club Poland

Powrót

GT Alpejskie Przełęcze (Dzień 3 i 4)

Powrót do GT Przełęcze Alpejskie (Dzień 2)

Na trójstyku prowincji Trydent, Werona i Brescia znajdujemy największe i najczystsze jezioro we Włoszech – Lago di Garda. To nie przypadek, że klubowa kolumna trafia w to miejsce przy okazji każdego włoskiego Gran Turismo. Zstępujący lodowiec wyrzeźbił tu naturalny cud świata, misterną siatkę przełęczy porośniętych bujną roślinnością śródziemnomorską z łagodnym i sprzyjającym wegetacji klimatem. W tej wysokogórskiej scenerii, wśród cyprysów, oleandrów, cedrów i palm, trafiamy do najpiękniejszych miasteczek pamiętających czasy wczesnego średniowiecza. Łączące je drogi stanowią świetny poligon dla ambitnych kierowców szukających wrażeń z aktywnej jazdy, nie nudzącej się nawet przez chwilę dzięki zmiennym krajobrazom.

Jeszcze wczoraj w Alpach pokonywany dystans mierzyliśmy nie kilometrami lecz wyzwaniami. Dziś z Ronzone jedziemy na południe, krętymi przesmykami Dolomitów docieramy do północnego krańca Gardy, odpoczywamy i zwiedzamy Riva del Garda – jedno z najbardziej klimatycznych miejsc tego regionu. Relaks nad krystalicznie czystą (i ciepłą pomimo pory roku!) wodą łączymy z noclegiem w luksusowym hotelu i kolacją w miejscowej osterii, która okazała się hitem wyprawy nagrodzonym owacjami na stojąco. Kolejny, czyli czwarty i ostatni dzień klubowego gran turismo, stał pod znakiem Mille Miglia oraz wizyty w rewelacyjnym muzeum wyścigu na przedmieściach Brescii. Stamtąd, już leniwie autostradą, zmierzamy na lotnisko wieńczące naszą wielką włoską przygodę.

Szybki serwis hamulców w Gallardo w miejscowym serwisie. Obok stojące wyścigowe klasyki i youndtimery pokazują najdobitniej, że znajdujemy się w ojczyźnie motoryzacji, Terra di Motori.

Szybki serwis hamulców w Gallardo w miejscowym serwisie. Obok stojące wyścigowe klasyki i youngtimery pokazują najdobitniej, że znajdujemy się w ojczyźnie motoryzacji, Terra di Motori.

dIMG_2605

Nad Gardą niezmiennie pięknie, spokojne wody jeziora zatrzymują czas i sprawiają, że ten sam widok rok temu sprawia wrażenie wczorajszego. Zatrzymujemy się tu na szybki poczęstunek i dalej w drogę.

dIMG_2701

Objazd jeziora przy stromej ścianie gór daje niezapomniane wrażenie widokowe i dźwiękowe. Każdy metr tej drogi uzasadnia istnienie supersamochodów, chciałoby się go wydłużyć w nieskończoność.

Bardzo niecodzienny obrazek w tylnym lusterku. Trzech przedstawicieli włoskiej supermotoryzacji skradających się do

Bardzo niecodzienny obrazek w tylnym lusterku. Trzech czołowych przedstawicieli włoskiej supermotoryzacji skradających się do pożarcia napotkanego ruchu. Po takiej wyprawie patrzysz na nie jak na precyzyjną broń drogową, nie bulwarowych ściemniaczy.

Każda wyprawa ma swój punkt kulminacyjny, moment kiedy emocje sięgają zenitu i wszystko to, co wydarzyło się dotychczas nabiera prawdziwego sensu. Dla nas

Każda wyprawa ma swój punkt kulminacyjny, moment kiedy emocje sięgają zenitu i wszystko to, co wydarzyło się dotychczas, schodzi na drugi plan. GT Alpejskie Przełęcze podsumowuje wizyta w Ristorante Al Volt, uczta, uniesienie, pozazmysłowe przeżycie. Trudno ująć to w słowach, bo gospodarze osterii w Riva del Garda przygotowali nam kilka godzin zapomnienia o świecie. Nie jadłeś dotychczas czegoś tak dobrego, uwierz mi…

Kontakt z supergastronomią, jak z supersamochodami, uczy że o całościowym wrażeniu decydują detale. To nimi się zachwycasz, to o nich będziesz pamiętał po roku i dłużej. O sukcesie Al Volt zadecydował scenariusz kolacji. Tak, to najlepsze słowo. Z góry założony genialny plan smaków i doznań wzrokowych.

Kontakt z supergastronomią, jak z supersamochodami, uczy, że o całościowym wrażeniu decydują detale. To nimi się zachwycasz, to o nich będziesz pamiętał po roku i dłużej. O sukcesie Al Volt zadecydował scenariusz kolacji. Tak, to najlepsze słowo. Z góry założony, genialny plan smaków i doznań wzrokowych następujących po sobie nieprzypadkowo.

Kilkanaście drobnych potraw, które jak wina spod ręki dobrego sommeliera odkrywają w ustach kulinarnego laika dotąd nie doświadczane wrażenia smakowe. Ta kolacja bardziej niż poznaniem kuchni Włoch była poznaniem samego siebie.

Kilkanaście drobnych potraw, które jak wina spod ręki dobrego sommeliera odkrywają w ustach kulinarnego laika dotąd nie doświadczane wrażenia smakowe. Ta kolacja, bardziej niż poznaniem kuchni Włoch, była poznaniem samego siebie.

Nad ranem Garda powoli budzi się do życia, nieco skostniała po chłodnej i wilgotnej nocy. Aż trudno uwierzyć, że to ostatni dzień wyprawy. Czy istnieje życie po klubowym GT? Pewnie tak, choć w takich chwilach uzmysławiasz sobie, że chyba tracisz na nim czas.

Nad ranem Garda powoli budzi się do życia, nieco skostniała po chłodnej i wilgotnej nocy. Aż trudno uwierzyć, że to ostatni dzień wyprawy. Czy istnieje życie po klubowym GT? Pewnie tak, choć w takich chwilach uświadamiasz sobie, że trochę tracisz na nie czas.

dIMG_3006

Otaczające Gardę Alpy z Grupy Baldo mają swój niepowtarzalny klimat. Masywne stożki i kotły polodowcowe budzą respekt i chęć odkrywania ukrytych wśród nich tajemnic. Z rozmów z miejscowymi dowiadujemy się o ich kaprysach i krążących o nich legendach. Tak jak z drogami, to góry dla odważnych, którzy dla satysfakcji nie boją się poświęcić dużo. Czasami wszystko.

Korzystamy z ostatnich uroków kulinarnych Gardy. Już niedługo czeka nas podróż na południe i powrót do "normalności". Po drodze zahaczymy o jeszcze jedno, bardzo ważne dla wyprawy miejsce.

Korzystamy z ostatnich uroków kulinarnych Gardy. Już niedługo czeka nas podróż na południe i powrót do “normalności”. Po drodze zahaczymy o jeszcze jedno, bardzo ważne dla wyprawy miejsce.

No właśnie, Mille Miglia. Żeby zrozumieć włoską motoryzację, trzeba zacząć od elementarza, a nim bezsprzecznie jest ten legendarny wyścig. To w nim zawierały się wszystkie emocje, które współcześni producenci z Terra di Motori próbują wszczepić w swoje dzieła.

No właśnie, Mille Miglia. Żeby zrozumieć włoską motoryzację, trzeba zacząć od elementarza, a nim bezsprzecznie jest ten legendarny wyścig. To w nim zawierały się wszystkie emocje, które współcześni producenci z Terra di Motori próbują wszczepić w swoje dzieła.

Czy motoryzacyjni bohaterowie współczesności mają coś w sobie z tamtych szalonych czasów? Myślimy, że tak. Ale sam samochód to za mało, potrzebni są przede wszystkim kierowcy z charakterem i umiejętnościami.

Czy motoryzacyjni bohaterowie współczesności mają coś w sobie z tamtych “pełnokrwistych” czasów? Myślimy, że tak. Ale sam samochód to za mało, potrzebni są przede wszystkim kierowcy z charakterem i umiejętnościami.

To miejsce oddycha samochodami pełną piersią, każdy eksponat to kawał wielkiej historii i inspiracja dla obecnych.

To miejsce oddycha samochodami pełną piersią, każdy eksponat to kawał wielkiej historii i inspiracja dla obecnych. Korzystamy ze specjalnego zaproszenia muzeum, oglądamy i dowiadujemy się o rzeczach, których na co dzień zobaczyć tu nie można.

Chwila na pamiątkowe zdjęcia. To paradoks, ale tempo GT Alpejskie Przełęcze było tak duże, że zapomnieliśmy o rzeczach przyziemnych. Do tej wyprawy będziemy wracać jeszcze nie raz i pewnie nie tylko w przyszłym roku.

Chwila na pamiątkowe zdjęcia. To paradoks, ale tempo GT Alpejskie Przełęcze było tak duże, że zapomnieliśmy o rzeczach przyziemnych. Do tej wyprawy będziemy wracać jeszcze nie raz i pewnie nie tylko w przyszłym roku. To była esencja gran turismo. I klubu.

Kamil / Supercar Club Poland

Powrót

GT Alpejskie Przełęcze (Dzień 2)

Powrót do GT Alpejskie Przełęcze (Dzień 1)

Pierwszy haust porannego powietrza wysyca cylindry energetyczną mieszanką. Spokojną atmosferę budzącego się po chłodnej nocy Ronzone przerywa ryk siedmiu silników zalewanych paliwem w niepoprawnych ekologicznie ilościach. Skostniałe po nocnym postoju konstrukcje nabierają temperatury bulgocąc i drżąc, wypełniają okolicę słodkim aromatem niedopalonej benzyny. Po mocnym włoskim espresso i sytym śniadaniu ten mechaniczny koncert ostatecznie stawia nas na nogi i zapowiada intensywny dzień pełen drogowych wrażeń.

Dziś wyruszamy na przygodę z przełęczami, bardzo wąskimi i technicznymi drogami trawersującymi strome zbocza Alp Retyckich. Choć w pamięci nie gaśnie wspomnienie luksusowej nocy w OrsoGrigio, pora skoncentrować się na jeździe. Prawie 300-kilometrowa trasa zapętlona w Ronzone poprowadzi nas przez jedne z najtrudniejszych dróg w tej części Europy, wymagających intuicji i wyprzedzającego myślenia. Czy wczorajsza rozgrzewka w południowym Tyrolu przygotowała nas, by podjąć się tego wyzwania? Na odpowiedź nie trzeba było czekać długo.

as

Orso to luksus wykraczający poza skalę typowych pięciogwiazdkowców. Tu nic nie jest wystandaryzowane, a każdy traktowany indywidualnie. Gospodarze uprzedzeni o przybyciu klubowej grupy przygotowali nam wyjątkowy, szczególnie kulinarnie, wieczór. Po takiej nocy wczesne wstawanie na puste jeszcze drogi nie przychodziło łatwo.

Wspinaczka w kierunku jeziora Santa Giustina nagradza wspaniałymi widokami i wprowadza nas w techniczną hipnozę. Dohamowanie, skręt, apex i gaz. Gra dociążeń, eksperymentów z torem jazdy i granicznymi prędkościami. Długa, ciągnąca się kilkadziesiąt kilometrów esencja przyjemności z jazdy.

Wspinaczka w kierunku jeziora Santa Giustina nagradza wspaniałymi widokami i wprowadza nas w techniczną hipnozę. Dohamowanie, skręt, apex i gaz. Gra dociążeń, eksperymentów z torem jazdy i granicznymi prędkościami. Długa, ciągnąca się kilkadziesiąt kilometrów esencja przyjemności z jazdy.

GT Alpejskie Przełęcze

Polakowi Trydent najczęściej kojarzy się z soborem. W sezonie urlopowym względnie z nartami. Tymczasem Trentino to prawie 10 tys. ha winnic i wachlarz słynnych producentów win m. in. Foradori, San Leonardo czy Ferrari. Tylko na naszej trasie spotkaliśmy kilkanaście sporych i prężnie działających upraw winogron, a jedna z najciekawszych winnic w okolicy miała stać się przystankiem dla klubowej kolumny.

Aby dużo zyskać, trzeba zaryzykować. W gronie ludzi biznesu brzmi to jak truizm, ale późna październikowa data wyprawy budziła wątpliwości, szczególnie pogodowe. Stawką był jednak koniec sezonu turystycznego i puste drogi. Ryzyko opłaciło się - przyjemne temperatury i słońce nie opuszczały nas nawet na krok a trasy wydawały się jakby zamknięte na potrzeby klubowego przejazdu. Czego można chcieć więcej?

Aby dużo zyskać, trzeba zaryzykować. W gronie ludzi biznesu brzmi to jak truizm, ale późna październikowa data wyprawy budziła wątpliwości, szczególnie pogodowe. Stawką był jednak koniec sezonu turystycznego i puste drogi. Ryzyko opłaciło się – przyjemne temperatury i słońce nie opuszczały nas nawet na krok a trasy wydawały się jakby zamknięte na potrzeby klubowego przejazdu. Czego można chcieć więcej?

Klimat włoskich alpejskich miasteczek różni się od tych, które kilkaset kilometrów temu odwiedzaliśmy pokonując Tyrol. Drewniane okiennice, pastelowe kolory przełamywane gdzieniegdzie jaskrawymi elementami elewacji. Na zewnątrz życie płynie spokojnie, choć w domach, jak na włoskich górali przystało,

Klimat włoskich alpejskich miasteczek różni się od tych, które kilkaset kilometrów temu odwiedzaliśmy pokonując Tyrol. Drewniane okiennice, pastelowe kolory przełamywane gdzieniegdzie jaskrawymi elementami elewacji. Na zewnątrz życie płynie spokojnie, choć w domach, jak na włoskich górali przystało, nie brak pewnie rzutkiego temperamentu.

Głęboko w górach drogi zawężają się, perspektywa skraca do kolejnych dwóch zakrętów. Nie liczy się to co za chwilę, ważne co potem. Jeśli teraz nie jesteś gotowy do 

Głęboko w górach drogi zawężają się, perspektywa skraca do kolejnych dwóch zakrętów. Nie liczy się to co za chwilę, ważne co potem. Jeśli nie przewidziałeś dwóch ruchów do przodu, to jest już na to za późno. Z każdym kilometrem przerabiamy ten elementarz szybkiej jazdy samochodem.

Gdyby liczyła się tu moc, Aventador zostawiałby towarzyszy daleko w tyle. Przełęcze preferują jednak zwinność i bezpośredniość samochodu, mniejsza bezwładność pozwala sterować bryłą jako całość, nie tylko przednią osią. Pod tym względem 458 Italia nie ma tutaj konkurencji. Stąd brak jej w peletonie...

Gdyby liczyła się moc, Aventador zostawiałby towarzyszy daleko w tyle. Przełęcze preferują jednak zwinność i bezpośredniość samochodu, mniejsza bezwładność pozwala sterować bryłą jako całością, nie tylko przednią osią. Pod tym względem 458 Italia nie ma tutaj konkurencji. Stąd brak jej w peletonie…

d

Gran Turismo to uczta dla zmysłów, wśród których smak odgrywa kluczową rolę. Dlatego scenariusz wyprawy pisany był pod restauracje odsłaniające prawdziwe oblicze włoskiej kuchni gór. Możesz zwiedzać tygodniami, ale jeśli nie jesteś świadom, czego warto spróbować, to jakbyś tam nigdy nie był. Przed przyjazdem Klubowiczów zasięgnęliśmy opinii ekspertów, przetestowaliśmy na żywym organiźmie i wybraliśmy tylko to, co najlepsze. Efekt końcowy zmiótł wszystkich z nóg. Tak pysznego GT jeszcze nie było.

Winnica z ponad stu letnią tradycją i sukcesami na arenie międzynarodowej. Nie przyjechaliśmy po to, aby dowiedzieć się, jak wyrabia się wino. Przyjechaliśmy poczuć klimat włoskiego gospodarstwa kierowanego pasją do robienia

Winnica z ponad stuletnią tradycją, niszowa, ale ceniona na arenie międzynarodowej. Nie przyjechaliśmy tu po to, aby dowiedzieć się, jak powstaje wino. Przyjechaliśmy poczuć klimat włoskiego gospodarstwa kierowanego pasją do robienia najlepiej tego, na czym się zna i co kocha. Wspaniała odtrutka na komercyjną zarazę naszych czasów.

Aby móc dobrze coś robić, trzeba poznać osiągnięcia pokoleń. Sprawdza się w większośc dyscyplin życiowych. Tutaj, fach winiarski wczoraj i dziś.

Aby móc dobrze coś robić, trzeba poznać osiągnięcia pokoleń. Ta reguła sprawdza się w większości dyscyplin życiowych. Tutaj, fach winiarski wczoraj i dziś.

Księgi rachunkowe z XIX wieku. Po wizycie w takim miejscu ostrożniej posługujesz się określeniem 'tradycyjny'.

Księgi rachunkowe z XIX wieku. Po wizycie w takim miejscu ostrożniej posługujesz się nośnym marketingowo i nadużywanym dziś określeniem “tradycyjny”.

Po wizycie w winnicy i zakupach powrót na trasę już w wolniejszym tempie. Wracamy do Orso, by przygotować się do kulminacji programu tego dnia. Jazd nocnych. W tych warunkach prowadzenie samochodu po ciemku wymaga nie tylko umiejętności, ale przede wszystkim odwagi.

Po wizycie w winnicy i zakupach powrót na trasę już w wolniejszym tempie. Wracamy do Orso, by przygotować się do punktu kulminacyjnego dnia. Jazd nocnych. W tych warunkach prowadzenie samochodu po ciemku wymaga nie tylko umiejętności, ale przede wszystkim odwagi.

Gdy dla większości kończy się dzień, dla innych zaczyna jego najbardziej intensywna część. Jest tak ciemno, że zdaje się, jakby świat za szybą oświetlał pas Drogi Mlecznej. Te same drogi, te same samochody, te same czynności, a czujemy się, jakby

Gdy dla większości kończy się dzień, dla innych zaczyna jego najbardziej intensywna część. Tutaj w górach jest tak ciemno, że zdaje się, jakby świat za szybą oświetlał pas Drogi Mlecznej. Te same drogi, te same samochody, te same czynności, a jednak wszystko zupełnie inne. Zmysły wyczulają się do granic możliwości, świadomość zastępuje instynkt. Palec na przycisku “Start Engine”. Czas przenieść się do świata drogowej nirwany.

c.d.n.

Kamil / Supercar Club Poland

Powrót

GT Alpejskie Przełęcze (Dzień 1)

Powrót do intro GT Alpejskie Przełęcze

Co różni GT od zwykłej podróży? Wiele, ale przede wszystkim plan. Nie taki godzinowy, raczej scenariusz, zgranie ze sobą czasu, miejsc i emocji, aby zsumowały się w nieprzerwanie ekscytujące doświadczenie. Skorzystanie z potencjału Alp wymagało czegoś więcej niż połączenia kreską na mapie interesujących punktów. Dlatego wyprawę poprzedził tygodniowy pilotaż nastawiony na wyszukiwanie faktycznie wartościowych miejsc, ciekawych ludzi i niekomercyjnych smaków. Właściwa wyprawa to synteza powyższych, esencja odkryć przecedzona przez oczekiwania Uczestników.

Stolica Tyrolu Innsbruck powitała nas deszczem, choć wszystkie prognozy wskazywały, że im dalej na południe, tym więcej przejaśnień. Skąd pomysł, aby modny narciarski kurort rozpoczął klubową przygodę? Odpowiedź pojawiła się już po kilku kilometrach wgłąb doliny Ötztal.

Wszystko przygotowane, czekamy na przylot Uczestników na lotnisku w Innsbrucku.

Wszystko przygotowane, czekamy na przylot Uczestników na lotnisku w Innsbrucku. Start w stolicy Tyrolu to wybór nieprzypadkowy, jak u Hitchcocka fabuła GT Alpejskie Przełęcze rozpoczyna się od doliny Otztal drogowym trzęsieniem ziemi, a im bliżej Trydentu tym napięcie będzie rosnąć.

Szczyty Alp Stubajskich toną w chmurach, ale warunki drogowe nie są najgorsze. Rosnące wskazania barometru potwierdzają tylko optymistyczne prognozę pogody.

Szczyty Alp Retyckich toną w chmurach, ale warunki drogowe nie są najgorsze. Rosnące wskazania barometru potwierdzają tylko optymistyczną prognozę pogody. Spoglądając na klubową flotę trasę do Solden widzimy w jasnych barwach.

Przystanki w drodze to nie organizacyjna konieczność, każdy wnosi coś nowego

Przystanki w drodze to nie organizacyjna konieczność, każdy wnosi coś ciekawego. Niedaleko stąd w latach 90-tych ubiegłego wieku grupa niemieckich turystów odnalazła ciało człowieka, który zmarł ponad 5000 lat temu. Badania genetyczne wykazały, że możliwi krewni denata żyją do dzisiaj w okolicach Solden…

Im głębiej zapuszczamy się doliną Otztal, tym ciekawsze drogi i lepsza pogoda. Kierowcy wyraźnie rozkręcają się, jazda staje się płynna i coraz szybsza. W samochodzie zamykającym klubową kolumnę otwieramy szyby i wsłuchujemy się w koncert silników.

Im głębiej zapuszczamy się doliną Otztal, tym ciekawsze drogi i lepsza pogoda. Kierowcy wyraźnie rozkręcają się, jazda staje się płynna i coraz szybsza. W samochodzie zamykającym klubową kolumnę otwieramy szyby i wsłuchujemy się w muzykę silników. Strome zbocza wąwozu zamieniają to miejsce w prawdziwą sale koncertową.

Jak w muzyce trasa wymaga harmonii, sinusoidy tempa, aby nie męczyła intensywnością i nie usypiała monotonią. Podczas pilotażu dobraliśmy drogi tak, aby interwały zrywów na krętych przełęczach przedzielały chwile odpoczynku na otwartych płaskowyżach.

Jak w muzyce trasa wymaga harmonii, sinusoidy tempa, aby nie męczyła intensywnością i nie usypiała monotonią. Podczas pilotażu dobraliśmy drogi tak, aby interwały zrywów na krętych przełęczach przedzielały chwile odpoczynku na otwartych płaskowyżach. Taka jak ta widoczna partia szybkich zakrętów to sama przyjemność.

Kolejny przystanek, tym razem z zamiarem posiłku. Pilotaż zidentyfikował to miejsce jako ostoję tradycyjnej tyrolskiej kuchni serwowanej w niepowtarzalny domowy sposób. Dla wzmocnienia smaku dodatkowo wrażenia wzrokowe, piękna ekspozycja na dolinę.

Kolejny przystanek, tym razem z zamiarem posiłku. Pilotaż zidentyfikował to miejsce jako ostoję tradycyjnej tyrolskiej kuchni serwowanej w niepowtarzalny domowy sposób. Dla wzmocnienia smaku dodatkowo wrażenia wzrokowe, piękna ekspozycja na dolinę.

GT Alpejskie Przełęcze

Południowo austriacka gościnność nakazuje, aby gość spróbował wszystkiego, co uchodzi za specjalność domu. W ten sposób doświadczyliśmy pierwszej odsłony kulinarnych uniesień tej wyprawy. Przepyszna wędlina Speck zdradza, że zbliżamy się do granicy z Trydentem-Górną Adygą.

Choć zbliżamy się do ojczyzny supermotoryzacji, kolumna klubowych aut wzbudza ogromne poruszenie. Gdziekolwiek się pojawimy, spotykamy się z entuzjastycznym przyjęciem i honorami godnymi bohaterów. No cóż, aby 

Kolumna klubowych aut wzbudza ogromne poruszenie. Gdziekolwiek się pojawimy, spotykamy się z entuzjastycznym przyjęciem i honorami godnymi bohaterów. Nie istotne, że stać Cię na taki samochód, istotne że stać Cię, aby zmierzyć się z tymi drogami.

Fenomenalne otwarte płaskowyże pozwalają po raz pierwszy pojechać naprawdę szybko bez obawy o dalszy przebieg drogi. Wraz ze wzrostem prędkości każdy kierowca przenosi się do swojego świata percepcji auta i otoczenia. Głos w krótkofalówkach milknie na kilkanaście minut. Drogowa Nirvana.

Fenomenalne otwarte płaskowyże pozwalają po raz pierwszy pojechać naprawdę szybko bez obawy o dalszy przebieg drogi. Wraz ze wzrostem prędkości każdy kierowca przenosi się do swojego świata percepcji auta i otoczenia. Głos w krótkofalówkach milknie na kilkanaście minut.

Kolejne plany masywów górskich pokazują

Kolejne plany masywów górskich odkrywają przed nami nadchodzącą przygodę. Droga wije się ze znacznymi przewyższeniami, to prawdziwy test dla sprzętu, ale przede wszystkim dla kierowców, od których zależy jego niezawodność w tak wymagających warunkach.

Na alpejskim poligonie drogowym Maserati Granturismo pokazuje swoje dotąd nie odkryte oblicze.

Na alpejskim poligonie drogowym Maserati Granturismo pokazuje swoje dotąd nie odkryte oblicze. Jeśli ktokolwiek miał jeszcze wątpliwości, czy grand tourer wytrzymuje trudy górskiej wspinaczki, odpowiadamy – tak. A robi to w stylu, którego pozazdrościć mu może nawet Ferrari.

Droga z Solden do Ronzone to cztery kultowe przełęcze drogowe - Monte Giovo, San Leonardo, Timmelsjoch i Passo di Pennes. Na mecie nagroda, jeden z najciekawszych hoteli odwiedzonych jak dotąd przez klubowe GT. Właściciele mogą poszczycić się przynależnością do prestiżowego Jeunes Restaurateurs D’Europe oraz gwiazdką Michelin.

Droga z Solden do Ronzone to cztery kultowe przełęcze drogowe – Monte Giovo, San Leonardo, Timmelsjoch i Passo di Pennes. Na mecie nagroda, jeden z najciekawszych hoteli odwiedzonych jak dotąd przez klubowe GT. Właściciele mogą poszczycić się przynależnością do prestiżowego Jeunes Restaurateurs D’Europe oraz gwiazdką Michelin.

Wszystko przygotowane, przywitają nas gospodarze  zdradzając tajemnice swojej kuchni. Jeden z nich to wybitny enolog, który zadba o atmosferę tego wieczoru.

Wszystko przygotowane, przywitają nas gospodarze zdradzając tajemnice swojej kuchni. Jeden z nich to wybitny enolog, który zadba o dobrą atmosferę tego wieczoru.

Kolejne odsłony wieczoru przechodzą po zaprojektowanym przez szefa kuchni spektrum smaków, rozkładając doznania na czynniki pierwsze, drażniąc zmysły subtelnościami by po chwili eksplodować

Kolejne potrawy przechodzą po zaprojektowanym przez szefa kuchni spektrum smaków, rozkładając doznania na czynniki pierwsze, drażniąc zmysły subtelnościami, by po chwili eksplodować ich intensywnością. Pozorny chaos, który dopiero jako całość zdradza ukryty zamysł. Jeśli cokolwiek mogło przyćmić wrażenia drogowe tego dnia, to właśnie ten magiczny wieczór.

c.d.n.

Kamil / Supercar Club Poland

Powrót

GT Alpejskie Przełęcze

GT Alpejskie Przełęcze

GT Alpejskie Przełęcze 2014

Start z lotniska w Innsbrucku przeciągał się. Ciężkie chmury zalegające na przedpolu Alp wysyłały jasny komunikat, że przejazd wymagającą drogowo doliną Ötztal będzie nie lada wyzwaniem. Przed nami siedem supersamochodów. Siedem różnych przygód i nagród dla kierowców, którzy odważą się stawić im czoło w warunkach takich, jakie czekają na Gran Turismo Alpejskie Przełęcze. Przez kolejne pięć dni poznaliśmy, co to motoryzacyjny raj, choć droga do niego nie wiodła prosto.

GT Alpejskie Przełęcze 2014

GT Alpejskie Przełęcze 2014

Przełęcze górskie narzucają specyficzne tempo i styl jazdy, wymagają ciągłej koncentracji i zmagania z grawitacją, która raz wspomaga, innym razem straszy. Zamknięty w wąskim kanale drogi balansujesz między przyjemnością a niepewnością. Im szybciej, tym płynniej i przyjemniej, ale też bardziej ryzykownie. Czujesz się, jakbyś trzymał w ręku potencjometr, który im bardziej zbliża Cię na motoryzacyjne wyżyny, tym boleśniejszym grozi upadkiem. Każda dodatkowa kreska to potencjalnie większy problem, pomnożony przez bezwładność maszyny.

GT Alpejskie Przełęcze 2014

GT Alpejskie Przełęcze 2014

Tysiąckilometrowa trasa klubowego GT nie była przypadkowa. Niczym szew spoiła trzy kluczowe dla wyprawy elementy. Jak w swej nazwie, miała przybliżyć nam osiem przełęczy uchodzących za najlepsze wysokogórskie drogi w Europie. W przerwach od jeżdżenia zapewnić odpoczynek przy smakach najwyższej próby, mierzonej gwiazdkami Michelin. Co równie istotne, narzucić niemalejące tempo wrażeń i wyzwań, tak aby każda minuta była wartościowa. Ambitne? W zamyśle. I bardzo czasochłonne. Przygotowanie GT Alpejskie Przełęcze zajęło łącznie dwa miesiące intensywnej pracy.

GT Alpejskie Przełęcze 2014

GT Alpejskie Przełęcze 2014

A wszystko rozpoczyna trasa do Sölden, o której już w najbliższej relacji z pierwszego dnia wyprawy.

Relacja z pierwszego dnia GT Alpejskie Przełęcze

Kamil / Supercar Club Poland

Powrót

Anatomia przyjemności

Z miejskiego zgiełku w leśne zacisze. Przyjemność z jazdy poznajemy od A do Z.

Z miejskiego zgiełku w leśne zacisze. Przyjemność z jazdy od ‘A’ do ‘Z’.

Kiedy w pełni koncentrujesz się na szybkiej jeździe samochodem, zmysły i umysł przenoszą się do innej rzeczywistości. Nie ma tam miejsca na dywagacje. Analizę zamieniasz na instynktowne odruchy, każda sekunda zyskuje rangę godzin. Otoczenie staje się poligonem skojarzeń, wyciągasz wnioski na podstawie wyłapywanych w locie niuansów, wnioski rodzą kolejne a finalnie decyzje. Zamykasz je w klamrach mrugnięcia oka. W parze z doświadczeniem i intuicją zlewają się w istną feerię myśli i reakcji. Na początku brak jej płynności, z czasem pojawia się rytm i współpraca wszystkich komponentów, a całość zaczyna sprawiać fizyczną przyjemność.

Dobry samochód powinien być równoprawnym elementem tej całości, nie przeważać nad resztą czy co gorsza przeszkadzać w odbiorze, ale dopasowywać się do drogi i stylu prowadzenia kierowcy. Można zaryzykować stwierdzenie, że na ostatni Supercar Day, rozbiegówkę do GT Alpejskie Przełęcze, wyjechały same dobre samochody. Na swój specyficzny sposób. Każde z osobna jest ciekawe, ale dopiero w różnorodności kierowca odkrywa największą przyjemność i że ta nie jedno ma imię. Tym razem to kręte i puste szlaki Bolimowskiego Parku Krajobrazowego pozwoliły umiejętnie popuścić wodze drogowej fantazji.

Supercar Day

Supercar Day

Supercar Day

Supercar Day

Supercar Day

Supercar Day

Supercar Day

Supercar Day

Supercar Day

Supercar Day

Supercar Day

Supercar Day

Supercar Day

Supercar Day

Supercar Day

Supercar Day

Supercar Day

Supercar Day

Supercar Day

Supercar Day

Kamil/ Supercar Club Poland

Powrót

III Urodziny Klubu

Na klubową imprezę urodzinową spojrzeć można na wiele sposobów. Księgowy doliczyłby się wielu milionów PLN zaparkowanych na przestrzeni kilkudziesięciu metrów kwadratowych. Italofil zwróciłby pewnie uwagę, że od czasów przedwojennej Warszawy nie było tu tylu świadectw wielkości włoskiego dizajnu. Ulica Żurawia stała się Mekką dla carspotterów a tęgie umysły forumowych hejterów tworzyły kolejne hipotezy, ile kto nakradł. Samochodowy zgiełk zainteresował też filozofów zadających pytania egzystencjonalne.

W cieniu ognia spekulacji świętowaliśmy trzecią rocznicę powstania miejsca, które na motoryzację spogląda inaczej niż w utarty sposób. Nie próżny i komercyjny ale pasjonacki. Szukając w niej wrażeń, wyzwań, okazji do doskonalenia siebie, czyli tego, co daje prawdziwą przyjemność z życia.

Przeżyliśmy wspólnie tak wiele wspaniałych chwil, że śmiało możemy sobie życzyć słowami piosenki Edyty Bartosiewicz: wszystkiego co już jest, o czym jeszcze nie wiesz, byś zawsze sobą był. Jak stwierdził jeden z gości, jeśli cały rok ma być taki, jak ten wieczór, to postawiliśmy sobie wysoko poprzeczkę. Świetnie, bo o to nam właśnie chodziło.

Ponoć jeden obraz mówi więcej niż tysiąc słów. Dlatego, drogi Czytelniku, zamień się w słuch.

III Urodziny Supercar Club Poland

III Urodziny Supercar Club Poland

III Urodziny Supercar Club Poland

III Urodziny Supercar Club Poland

III Urodziny Supercar Club Poland

III Urodziny Supercar Club Poland

III Urodziny Supercar Club Poland

III Urodziny Supercar Club Poland

III Urodziny Supercar Club Poland

III Urodziny Supercar Club Poland

III Urodziny Supercar Club Poland

III Urodziny Supercar Club Poland

III Urodziny Supercar Club Poland

III Urodziny Supercar Club Poland

III Urodziny Supercar Club Poland

III Urodziny Supercar Club Poland

III Urodziny Supercar Club Poland

III Urodziny Supercar Club Poland

III Urodziny Supercar Club Poland

III Urodziny Supercar Club Poland

III Urodziny Supercar Club Poland

III Urodziny Supercar Club Poland

III Urodziny Supercar Club Poland

III Urodziny Supercar Club Poland

 

III Urodziny Supercar Club Poland

III Urodziny Supercar Club Poland

III Urodziny Supercar Club Poland

III Urodziny Supercar Club Poland

 

III Urodziny Supercar Club Poland

III Urodziny Supercar Club Poland

III Urodziny Supercar Club Poland

III Urodziny Supercar Club Poland

III Urodziny Supercar Club Poland

III Urodziny Supercar Club Poland

III Urodziny Supercar Club Poland

III Urodziny Supercar Club Poland

III Urodziny Supercar Club Poland

III Urodziny Supercar Club Poland

 

III Urodziny Supercar Club Poland

III Urodziny Supercar Club Poland

Powrót

Bellinetta

W samochodach nigdy nie doszukiwałem się piękna, ale najnowsza generacja Ferrari jest piękna. Mechaniczną doskonałością

Znam tylko jedną rzecz bardziej ekscytującą niż prawy pedał Ferrari F12. Lewy.

Autor: Marcin – klubowicz Supercar Club Poland

Niby zwykła przejażdżka, ale zwracając Misiowi kluczyki z F12 Berlinetta wiedziałem, że nadeszła chwila przedefiniowania pojęć. Poukładany świat motoryzacji runął mi jak domek z kart. Każda minuta za kierownicą tego auta to jak śledzenie relacji z pierwszego lądowania na Księżycu.

Już 458 pokazało, że ewolucja dizajnerska w Maranello nie może się mylić. Duże Ferrari nie zawodzi, można godzinami studiować przetłoczenia nadwozia i niuanse we wnętrzu. Wygląda dostojnie, jak na GT przystało, w porównaniu z 599 prezentuje się jednak bardziej agresywnie.

Żaden detal stylistyczny nie jest przypadkowy. Fizyka chyba jeszcze nigdy nie była tak piękna, jak w F12

Żaden detal stylistyczny nie jest przypadkowy. Fizyka chyba jeszcze nigdy nie była tak piękna, jak w F12

Dalsza część tekstu wymaga wyjaśnienia. Klub przyzwyczaił mnie do określonego rozumienia pewnych słów. Dla przykładu GT-R jest szybki, Corvette elastyczne a Italia staje w miejscu, jeśli zaprzeć się na pedale hamulca. Berlinetta nie tyle robi to wszystko lepiej, co wyznacza nowe standardy.

Nigdy nie pomyślałbym, że auto z dużym silnikiem z przodu może prowadzić się równie lekko, co centralnie umieszczonym. F12 ma tę cudowną swobodę skrętu co Italia, choć waży dużo więcej i, teoretycznie, powinna być gorzej wyważona.

Autostrada. Trzeci, czwarty czy piąty bieg – bez znaczenia. Po prostu katapultuje się do przodu. Czujesz pod stopą nadmiar, którego uwolnienie albo rozświetli kontrolki F1-Trac albo ulotni tylne opony. Stopień wprasowywania w fotel nie był mi dotąd znany z żadnego nawet doładowanego auta.

Najbardziej niesamowita stajnia, jaką znam. Na zawołanie rodzi się tu 740 koni z niewyczerpanym apetytem pędu

Najbardziej niesamowita stajnia, jaką znam. Na zawołanie rodzi się tu 740 koni z niewyczerpanym apetytem pędu

Kiedy myślisz, że nic nie może Cię już zaskoczyć, dociskasz gaz jeszcze bardziej… Jeszcze więcej momentu trafia bezstratnie na drogę. CLK 63 AMG Black Series miotałby się już w kłębach dymu, a Berlinetta po prostu przyspiesza bardziej. Nie wiem czy to kwestia ogromnych kół czy elektroniki, ale nieskończoność trakcji i osiągów tylnonapędowego samochodu jest nie z tego świata.

Berlinetta tworzy z Aventadorem parę samochodów, które osiągowo wykraczają poza swoją epokę

Berlinetta tworzy z Aventadorem parę samochodów, które osiągami wykraczają poza swoją epokę

Koniec prostej i hamowanie. To nie F12 wytraca prędkość, tylko świat za szybami zamiera. Hołek opowiadał mi o wrażeniach z hamowania na rozgrzanych slickach. Teraz rozumiem, o co mu chodziło. Znacie samochód, w którym boicie się zbyt mocno nacisnąć hamulec? Ja właśnie poznałem.

Powód, dla którego można się bać. Ceramika Ferrari i opony Pirelli zmieniają pojęcie skutecznego hamowania

Powód, dla którego można się bać. Ceramika Ferrari i opony Pirelli zmieniają pojęcie skutecznego hamowania

Czy w F12 można się do czegoś przyczepić? Jak odpowiedzieć, gdy zapytają o wrażenia z jazdy? Szukam pomocy u mistrzów zwięzłości – kierowców wyścigowych. Po okrążeniu Fiorano Berlinettą Alonso skomentował: Uno parole, bella, bella! Ja powiem więcej: Bellinetta!

Powrót

Madmobile

Kiedy zapada noc, wyczulają się zmysły, odzywa się w nim instynkt drapieżcy. Pochłania przestrzeń z łatwością, jakiej próżno szukać gdzie indziej w drogowej dżungli

Drapieżnik grasuje nocą.

Było gdzieś przed godziną piątą, wiosenny poranek powitał rosą i przenikliwym chłodem. Na drogach pusto, gdzieniegdzie błąkały się pojedyncze samochody i sznurki tirów. Na zachodniej wylotówce z Warszawy zdałem sobie sprawę z tego, że znane od lat drogi pokazują zupełnie nowe oblicze, gdy stają się puste. Możliwość jazdy prawidłowym torem to jednak gros frajdy z prowadzenia samochodu. Można tak płynąć bez końca koncentrując się tylko drodze, niczym więcej.

Gdyby nie Golf Mk3 z badlookiem przyklejony metr za mną nie poczułbym, że jadę czymś niestandardowym. Ponad 30-centymetrowe walce opon wydają się niczym nie wzruszone pewnie tak długo, aż zrobi się mokro. Nawet ultra niski prześwit podwozia nie sprawia problemów, co zaskoczyło mnie już w Lamborghini Gallardo. Jedno jest pewne, standardowe polskie jednopasmówki są za małe dla tego auta – każdy mijany samochód to gra w uda-się-czy-nie-uda.

Nazwanie go wygodnym byłoby nadużyciem, choć wnętrze jest przyjemne i estetyczne. Trudno się z niego wychodzi, dosłownie i w przenośni

Autostradowe 150 km/h na tempomacie potrafi uśpić, na siódmym biegu i trybie Strada silnik zdaje się być na pograniczu zgaśnięcia. Ruch zaczyna gęstnieć, lewym pasem mkną samochody z taką prędkością, jakby chciały uciec przed wschodzącym słońcem. Gdyby nie zjazd z autostrady pewnie nie przekonałbym się, czym jest zawieszenie pushrod, o którym wspominał Miś przy wydaniu. W szybkim ostrym zakręcie można wręcz jechać slalomem, nie czuć jakiegokolwiek przechyłu czy niepewności w zachowaniu auta. Wyjście, redukcja, co najmniej pół kilometra pustej i prostej drogi. Matko, to nie może dziać się naprawdę…

W bardzo niepoważnym nadwoziu upakowano bardzo poważną technologię powodującą, że dynamika i układ jezdny wraczają w obszary dotąd niespotykane w autach z uchwytami na kubki

Kostka brukowa przed Łowiczem jest jak aparat Roentgena, prześwietla zawieszenie pod kątem jakichkolwiek niedoróbek. Tutaj zdaje się, jakby koła z podwoziem łączył blok żelbetonowy, żadnego luzu czy elastycznego łącznika. Karbonowy monokok nie ma tu łatwego życia, nie wspominając o kierowcy. I tak płynnie przechodzimy do sedna auta, które określiłbym jednym słowem – absurd. Było jeszcze za wcześnie, by parking na łowickim Starym Rynku wypełnił się samochodami, mimo to nie byłem w stanie zaparkować go bez pomocy, nie lada zaskoczonego, przechodnia. Kamera i czujniki cofania nic tu nie pomogą, w tym aucie do tyłu nie widać po prostu nic. Dowolne Ferrari przy nim wydaje się jak SUV. Pomijam już obciach przy otwieraniu drzwi do góry.

Ale to nie koniec absurdu. Auto prowadzi się ciężko, trochę kwadratowo, na trasie modlisz się, aby nie musieć z niego wychodzić pamiętając o mordędze, którą przeżyłeś pakując się do środka. Niestety długo nie nacieszysz się jazdą, mnie 90-litrowy bak wystarczył na 250 km. Na co więc komu ten samochód? Odpowiedź nadchodzi na pustej krajowej jedynce. To auto stworzono na proste drogi, aby sycić się, ba zachłysnąć się, prędkością. Furia jej nabierania, dźwięk tej V12-ki rozkręconej po czerwone pole rozsadza mózg i zmysły. Nie interesują mnie proste tylko zakręty. Tak, też kiedyś to mówiłem. W nim spieszysz się kochać proste, bo bardzo szybko odchodzą.

Próżno tu szukać włoskiej elegancji, to absurdalny samochód z równie absurdalną deską rozdzielczą

Podczas postoju na stacji podchodzi do mnie kierowca tankujący obok samochód. Oprócz sakramentalnego pytania o spalanie mówi podekscytowany, że gdy zobaczył mnie w lusterku, o mało nie padł na zawał. Kątem oka spoglądam na stojącą obok mnie żółtą płaszczkę. Z tymi krzywiznami nadwozia jak żywo przypomina pokrytego łuskami smoka, z agresywnym wzrokiem ostrzegającym o nadciągającym niebezpieczeństwie i końcówką wydechu osmaloną od entuzjastycznie wypluwanego ognia. Na drodze pożera wszystko, daje kierowcy poczucie wszechwładzy, trzymania palca na guziku atomowym. I dokładnie tak brzmi. Po zmroku taki widok z zewnątrz musi być czymś niesamowitym.

Wszelkie podobieństwa do potwora nieprzypadkowe

Granice Warszawy przekraczam już wraz z porannym korkiem. Poza wlepionym wzrokiem kierowców znowu wszystko wraca do normy. Chyba jeszcze nie do końca dotarło do mnie to, co właśnie przeżyłem. Taka samotna podróż, relacja sam na sam z samochodem i pustą drogą to mistyczne przeżycie, coś dla czego pasjonat samochodów może sprzedać nerkę. A i tak nie starczy mu na komplet opon do tego auta.

Gdziekolwiek się pojawi, jest w centrum uwagi. Budzi skrajne emocje od zachwytu do pogardy. Jeśli nie jesteś na to gotowy, nie wsiadaj do niego

Lamborghini Aventador to nie maszyna, to swego rodzaju zjawisko, wybryk inżynierii, istny absurd na kołach. Wstrzymuje oddech, przykuwa wzrok i ogłusza. Dzień powszedni zamienia w największe święto w roku, odkrywa w kierowcy drugie oblicze drapieżcy, nawet jeśli na co dzień przemieszcza się bocianem w karabinie*. Oddając kluczyki w klubowym garażu i wsiadając do swojego codziennego tapczanuzrozumiałem raz jeszcze, po co stworzono supersamochody. Abyś wiedział, jak wygodny jest Twój zwykły du**wóz.

Marcin / Klubowicz Supercar Club Poland

* W nomenklaturze handlarzy na giełdzie samochodów w Magdeburgu auto z silnikiem Diesla i z automatyczną skrzynią biegów.

Powrót

Lista postów