Jestem hardkorem

Niech Was nie zwiedzie nazwa. Mini Cooper GP jest największym hardkorem w Klubie.

Zamiast tylnych siedzeń ma wzmocnienie (jak GT3), cały obudowany jest aerodynamiką (jak GT3RS), ale przebija wszystkie auta sztywnością zawieszenia. Inżynier mówi, że jest na granicy akceptowalności

W zamian zapewnia zero przechyłów i wściekle agresywny przód, który zmienia kierunek jak kot goniący mysz. Gaz jest ostry, podaje doładowany moment od najniższych obrotów, wyrywa przy minimalnym muśnięciu pedału. Jest przy tym głośny na granicy akceptowalności, zdaniem wyczulonego ucha Kennego.

W połączeniu z mocną szperą jest narzędziem dla wiedzących, co robią za kierą. Dobrze wpasowany w zakręt mocno wyciąga się przodem nawet z podbramkowych sytuacji, jeśli konsekwentnie trzymasz gaz, ale jeśli spanikujesz, jesteś o krok od wylotu, bo lubi się stawiać. Prowadzi się jak przednionapędowa rajdówka. Wymaga siły, szybkich reakcji i zrozumienia, że czasem ma własne zdanie. Kamil mówi, że w aucie cywilnym tak harkorowe prowadzenie jest na granicy akceptowalności.

To nie jest „autko dla córki”, ale dedykowana konstrukcja pokazująca możliwości platformy – nazywana tradycyjnie GP już od trzech generacji. Odpowiednik GT3RS dla Mini.

Ważąc tylko 1250 kg, Mini GP jest najszybszym… BMW, jakie można kupić w salonie. Nie ma limitera i rozpędza się do 270 kmh.

Pompuje adrenalinę, męczy i uzależnia w krótkich dawkach. Dokładnie tak, jak powinien działać supersamochód – dostawca intensywnej frajdy a nie codzienny dupowóz.

Często o tym zapominamy – supersamochód ma być na granicy akceptowalności. Twardy, głośny, agresywny, męczący. Większość dzisiejszych supercars poszła w komfort i bezpieczeństwo – dobrze, że są takie Miniaki, Tajpery, RSy.

A co najlepsze, w klubowym garażu Mini GP czeka na Ciebie także zimą – jest na zimówkach i ma tradycyjny ręczny!

Powrót